Virtus.pro – na piedestale rozpadu moralnego

Virtus.pro nadal próbuje wrócić na odpowiednie tory. Czy jednak jest to jeszcze możliwe?

Czy może jednak rozpad polskiej dywizji CS:GO w Virtus.pro, stał się już faktem? No cóż, ostatnie wyniki wskazują na to, że najbliższe miesiące mogą być dla reprezentantów VP ciężkie..

Początek końca?

Cały świat bacznie obserwował zmagania podczas IEM Katowice 2018. Nie, to nie jest kolejny artykuł o tym turnieju. Chciałbym raczej tutaj go pominąć, a skupić się na drużynie, która nie zakwalifikowała się do niego. Mowa o Virtus.pro, które ostatnimi czasy nie potrafi znaleźć dobrej formy. Obecny skład: pasha, NEO, Snax, byali i MICHU kompletnie sobie nie radzi. Wypożyczenie tego ostatniego dało jedynie powiew świeżości, który szybko przeterminował się jak bułki z Biedronki. Co stoi za porażkami polskiej formacji?

Stare, ale… No właśnie, niejare?

Może i starymi nazwać ich nie można, ale ewidentnie Jarek i spółka przeszli swoje, a jakość ich gry z tygodnia na tydzień spada. To są fakty, którym nie da się zaprzeczyć. Jednak stwierdzenie: Virtus.pro wypaliło się, nie do końca odzwierciedla to, co tam się właściwie dzieje. Po prostu VP nie prezentuje starego, lecz opada powoli na dno. Dopowiedzieć tu trzeba, że i tak nie opadną na samo dno, a zaczepią się o jakąś rafę koralową i na niej zostaną. Ta metafora symbolizuje niedaleką wizję przyszłości, w której to VP jest tylko europejskim średniakiem, na miarę udziału w kwalifikacjach do wielkich turniejów.

Odpowiadając na pytanie z poprzedniego akapitu, śmiało powiem, że to zawodnicy stoją za porażką drużyny. Nie mówię tutaj o MICHU, ale o: byalim, Snaxie, pashy i NEO. Gdyby tak zarząd rosyjskiej organizacji pomyślał, to dawno odsunąłby od dywizji tę czwórkę. Moim zdaniem, nie zrobił tego tylko ze względu na ich wartość marketingową. Dzisiejsze Virtus.pro to jedynie maszyna marketingowa, która nie zważa na wyniki. Chcą wycisnąć z polskiego składu jak najwięcej pieniędzy, aż w końcu zawodnicy wypalą się na tyle, żeby móc wysłać ich na esportową emeryturę lub do innych drużyn. Moim zdaniem VP musiałoby przestać być związane z Polską, by wznieść się na wyżyny i z powrotem znaleźć się wśród najlepszych. Obecnie w naszym kraju nie ma zespołu tak dobrego, no i oczywiście wolnego, a żeby mogliby przygarnąć go rosyjscy działacze. Na ich miejscu szukałbym pośród Skandynawów – głównie ze względu na ilość talentów takich jak: Dev1ce czy JW.

Kiedy oczekiwania… Przerastają realia

Fani nadal liczą na dobre występy G5, choć dobrze wiedzą, że to się nie uda (to jest dopiero oddanie wielbicieli!). Szkoda, że potrzeby wiernych kibiców nie są zaspokajane, bo sukcesów nie widzę i w najbliższym czasie raczej nie zobaczę. Jasne, to tylko i wyłącznie moja subiektywna ocena sytuacji. Nie każdy się zapewne ze mną zgodzi, a wiele osób mnie skrytykuje, bądź (tego chciałbym uniknąć) zgnoi za mój tok myślenia. Dobra, zostawmy to.

Przejdźmy do tego, jak zaczęły się porażki Virtus.pro. Miały one początek podczas Clash for Cash, w którym Polacy przegrali z Astralis. Potem wyniki stopniowo pogarszały się i tu dochodzimy do kwalifikacji na IEM Katowice 2018. Po tej klęsce, szansa, że podniosą się, wynosi zaledwie kilka procent. Po prostu nie da się. Zaradzić temu może jedynie tutaj zmiana. Jak wnioskuję po ostatniej wypowiedzi pashy, skończy on karierę zaraz po IEM w następnym roku, gdyż chce jeszcze pokazać na co go stać. Ku zaskoczeniu wielu (lecz nie mnie) VP nie dostanie zaproszenia na kolejny turniej od Intela. Z zaproszeniem czy bez – ten skład nie ma przyszłości. Albo coś się zmieni, albo Virtus.pro polegnie po raz kolejny.

Chęci! Gdzie się podziałyście?

Posłużę się tutaj porównaniem do Olofmeistera, który nie chciał zostawać w tyle. Po przeprowadzce do FaZe stał się dojrzalszy, co pozwoliło mu rozwinąć skrzydła. W przeciwieństwie do Snaxa, on ma jeszcze ogień walki i zapał do gry, głód sukcesu. W VP chęci brak, rozwoju brak, medali brak. Jedyne co jest to… Porażka. To już nie to samo Virtus.pro, które wygrywało każdy mecz pod wodzą Kubena. Ktoś z poza świata CS-a pomyśli  sobie: Co się z stało? Przecież podobno wcześniej byli dobrzy? Czas przejść na esportową emeryturę i odwiesić słuchawki na statyw.

Postscriptum

Może i ten tekst jest przepełniony wieloma zwrotami, które nie pokazują chłopaków w najlepszym świetle. Pomimo to dziękuję za wszystkie mecze Nowej Złotej Piątki. Począwszy od EMS 2014, aż po dzisiaj. Niech ta historia się zakończy, a Wasz status najlepszych pozostanie do końca Counter Strike’a. To były najwspanialsze 4 lata mojego życia. Jednym słowem – dziękuję.

 

 

 

 

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł, to zapraszamy do przeczytania pozostałych tekstów z naszego magazynu

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij