Splyce kończy z CS:GO – ciężkie wybory marki esportowej

Splyce zdecydowało się zakończyć nieudaną przygodę z CS:GO. Tylko dlaczego w tak dziwnych okolicznościach?

Informacja o porzuceniu przez Splyce dywizji CS:GO, była… Dość dziwna. Jeżeli stał za nią jakiś sztab złożony z marketingowców i PR-owców, to należy im się ocena 2/10. Jeżeli była to decyzja jednej osoby – to ktoś strzelił sobie w kolano.

Tylko wymówki

I nie chodzi tutaj nawet o sam fakt porzucenia jednego tytułu na rzecz innego (o tym w dalszej części). Bardziej bulwersująca wydaje się forma zakomunikowania tego działania. Filmik, na którym Marty “Lazerchicken” Strenczewilk tłumaczy powody dla których organizacja nie zamierza już dalej wspierać drużyny CS:GO, jest mocno niespójny w wielu kwestiach. Jeżeli problem stanowiły zasoby (ludzkie), to dlaczego nikt nie zdecydował się na pozyskanie nowych? Jeżeli organizacja miała pieniądze na zatrudnienie nowych ludzi, to dlaczego tego nie zrobiła? Co spowodowało, że Splyce nie wyrobiło sobie marki na scenie CS:GO? Na te pytania Lazerchicken, niestety nie odpowiedział. A szkoda, bo mam wrażenie, że mogłyby one nam faktycznie wytłumaczyć, dlaczego decyzja zapadła tak nagle.

Przyczyna porażki?

Najbardziej logiczne wydają się argumenty, dotyczące skupienia się Splyce na głównych dywizjach. To akurat jestem w stanie zrozumieć. Porządny zespół League of Legends czy też Call of Duty, na pewno robi lepszą robotę marketingową, niżeli przeciętna drużyna CS:GO. Pytanie tylko, dlaczego ktoś zdecydował się przyjąć w szeregi organizacji graczy CS-a, którzy w zasadzie, nigdy nie prezentowali jakiegoś wybitnego poziomu? Czyżby problem stanowiły finanse? A może niechlujstwo menedżerów i chęć generowania zysku przy minimalnych nakładach?

Biznes staje się ważniejszy

Jeżeli przypomnimy sobie historię tej organizacji, to w zasadzie ta druga opcja wydaje się być dosyć prawdopodobna. Pamiętacie jeszcze FolloweSports.com, z którego w późniejszym czasie wyrosło Splyce? Początkowo był to hub, na którym mogliśmy znaleźć najnowsze streamy z turniejów esportowych. Z chwilą pozyskania dywizji LoL-a, Fe bardzo szybko zmieniło nazwę i porzuciło ten złoty biznes. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Mam jednak wrażenie, że już wtedy komuś nie chciało się dalej rozwijać tego projektu. Skupienie się na zespole występującym w LCS było prostsze, a zarazem dawało większe profity.

Pragmatyzm w czystej formie

Ten sam motyw spotyka teraz społeczność CS:GO. Początkowe inwestowanie w ten tytuł dawało Splyce dostęp do o wiele szerszego grona odbiorców. Problemy zaczęły się w momencie, gdy kilka dywizji z innych gier, zaczęło osiągać sukcesy, a team CS:GO stał w miejscu. Pojawiło się zapotrzebowanie ze strony np. fanów League of Legends, na materiały bardziej związane z samą grą i rozgrywkami LCS. Żeby nie stracić tych kibiców, Splyce dawało im to, czego chcieli – zaniedbując przy tym społeczność CS-a.

Należy jednak usprawiedliwić działania amerykańskiej organizacji. Obecnie funkcjonuje ona głównie dzięki oferowanej reklamie (brak własnej usługi lub produktu). Czy słaba dywizja CS:GO, jest w stanie sprzedać potencjalnym konsumentom jakikolwiek produkt? Śmiem wątpić. O wiele bardziej praktyczne wydaje się więc przerzucenie środków z mało perspektywicznej dywizji CS-a, na rzecz np. LoL-a, z którym to marka Splyce jest o wiele bardziej związana.

Jak zjeść ciastko i mieć ciastko

Przez ostatnie kilka lat, strategia marketingowa Splyce, opierała się na próbie zadowolenia fanów kilku społeczności. Niestety takie działania, bardzo negatywnie wpływały na pracowników oraz na tożsamość organizacji, która w pewnym momencie, chyba już sama nie wiedziała, czym ma się zajmować. Teraz to się zmienia. Splyce ma być kojarzone głównie z League of Legends, co oznacza, że na chwilę obecną, nie ma w tym planie miejsca na CS:GO.

Czy jednak forma w jakiej zakomunikowano to społeczności Countera była odpowiednia? Osobiście uważam, że można było to zrobić lepiej. Wystarczyło tylko ograniczyć się do logicznych argumentów, które nie odnosiłyby się bezpośrednio do zasobów czy finansów organizacji. Zamiast tego otrzymaliśmy bardzo defensywny komunikat, który zostawił nas z wieloma domysłami i znakami zapytania.

Źródło: Splyce

O Marcin Rusin

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menedżerem, webmasterem. Właściciel Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Redaktor naczelny EYEGAME.PL.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij