Nowoczesny esport nie może opierać się tylko na byłych graczach

Nowoczesny esport w profesjonalnym wydaniu, poza dużą ilością pieniędzy, ma także do zaoferowania nowe miejsca pracy. Te jednak nie muszą należeć do byłych graczy. 

Esport ciągle się rozwija, ale sami esportowcy niekoniecznie nadążają za własnym rynkiem pracy. Wręcz można pokusić się o stwierdzenie, że nawet lepiej byłoby oddać wspomniane wakaty w ręce ludzi bardziej kompetentnych, którzy znają się na: marketingu, reklamie, copyrightingu, niżeli na samym graniu w komputer. Winę za taki stan rzeczy ponosi dążenie struktur esportowych do specjalizacji w wybranych dziedzinach. Oznacza to, ze osoby chcące w przyszłości pracować nad projektami stricte esportowymi, muszą posiadać kompetencje, które znacznie wykraczają poza standardowe walenie w joystick.

Nie opłaca się tylko grać

Co gorsze, większości tych umiejętności nie da się nabyć grając matchmakingi lub solo q. Kadra pracownicza musi się więc składać ze specjalistów, którzy nierzadko posiadają ukończone studia wyższe lub pracowali wcześniej na podobnych stanowiskach w firmach opartych o tradycyjny model. Jak więc można zauważyć, czasy płynnej zmiany 16-letniego gracza w 18-letniego menedżera, trochę się skomplikowały.

Esportowiec nie powinien znać się tylko na graniu

Wiecie dlaczego w ostatnich dniach pewien polski gracz esportowy zaczął być hejtowany przez społeczność gry? Ponieważ pomimo jego wcześniejszych zapewnień dotyczących pozostania w esporcie, na razie skupia się na kolejnych wywiadach internetowych i występach w telewizji. I tutaj zaczyna się rozdźwięk. Gracz nadal kojarzy nam się z gościem, który musi trenować, a pracownik zatrudniony w esporcie – z fanatykiem sportu elektronicznego.

Prawda jest jednak o wiele bardziej brutalna. Wraz z rozwojem waszego ulubionego hobby, klasyczne podziały i stereotypy przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Teraz gracz musi stać się wielozadaniowym monstrum, które zna się na kwestiach związanych z PR-em, marketingiem i tworzeniem własnej marki. Natomiast Pracownik esportowy, może nawet nie wiedzieć jak nazywają się podstawowe mapy w CS:GO. Ważne żeby jego umiejętności odpowiadały stanowisku, które piastuje.

Esport to rozwój – także graczy

A co się dzieje z jednostkami, które nie potrafią się dostosować do zmieniającego się otoczenia? Jest kilka opcji. Pierwsza, to odstawienie gracza na boczny tor przez sponsorów, jeszcze w trakcie kontynuowania kariery esportowca. Druga – brak oferty zatrudnienia w środowisku esportowym, po zakończeniu jego przygody z profesjonalnym graniem. Oczywiście nie twierdzę, że każdy były zawodnik chce nadal pracować w esporcie. Jest przecież wielu ex-progamerów, którzy skończyli z graniem i teraz realizują się w innych dziedzinach życia.

Prawda jest jednak taka, że międzynarodowy rynek esportowy potrzebuje teraz nowych ludzi i w pierwszej kolejności będzie się skłaniał ku zatrudnieniu osób związanych z tym środowiskiem (mniejsze koszty wdrożenia). Jeżeli jednak ich kwalifikacje nie będą stały na odpowiednim poziomie, to pracodawcy zaczną przeszukiwać pozostałe rynki w celu wypełnienia luk. Trzeba mieć więc na uwadze, że o wiele łatwiej i szybciej jest wyedukować potencjalnego pracownika, odnośnie tego: czym jest esport, niż czekać, aż ukończy studia wyższe na danym kierunku…

 

O Marcin Rusin

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menedżerem, webmasterem. Właściciel Syclik.pl oraz bloga Ingaming. Redaktor naczelny EYEGAME.PL.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij