ELEAGUE Major 2018 już za nami

ELEAGUE Major 2018 już za nami. Jesteśmy świeżo po rozegraniu finałowego spotkania Cloud9 vs FaZe Clan, więc pora na podsumowanie całego turnieju.

Pierwszy tegoroczny major, organizowany przez ELEAGUE w Bostonie, można uznać raczej za udany. Finały przyciągnęły przed monitory ponad milion widzów, co jak na martwą grę, wydaje się być świetnym wynikiem.

Najlepszy finał Majora jaki kiedykolwiek widziałem

W finale zmierzyły się dwie drużyny, które idealnie trafiły z formą i dostarczyły nam nie lada emocji. FaZe Clan i Cloud9 – te ekipy zapisały się w pamięci niejednego gracza, który siedział przed monitorem bądź telewizorem, obgryzając paznokcie.

Pierwszą mapą był Mirage. Został wybrany przez Amerykanów. W tym turnieju potrafili na niej zagrać fenomenalnego Counter-Strike’a. Do samego końca mogliśmy się spodziewać tylko jednego, że ta mapa tak szybko się nie skończy. Tak też się stało. Wynik 16:14 dla ekipy FaZe Clan, chociaż było bardzo blisko dogrywki. To był jednak jedynie przedsmak tego, co mieli nam do zaoferowania profesjonalni gracze.

Druga mapa została wybrana przez wyżej wspomniane FaZe. Było to świetne widowisko, prawie tak samo dobre jak na Mirage’u. Cloud9 działało pod presją, ponieważ porażka oznaczała przegraną wojnę na swoim terenie. Zawodnicy postawili opór, oczyścili umysły i zagrali jak z nut, pokonując FaZe 10:16.

Trzecia mapa – czyli inferno, była kwintesencją tego co Counter-Strike oferuje. Piękne akcje, niewiarygodny refleks oraz wrzawa na trybunach. To był prawdziwy mundial w CS-a. Po raz pierwszy widziałem grę nastawioną tak bardzo na wyczekiwanie. Ekipa amerykanów potrafiła zatrzymać FaZe w najważniejszych rundach, doprowadzając tym samym do dogrywki. Ba! Nawet dwóch! Po raz pierwszy mieliśmy przyjemność oglądać dwie dogrywki w Finale Majora! Myślicie sobie: co to dwie dogrywki? – tak, to by była błahostka, ale jeśli dogrywka jest rozgrywana w sześciu rundach i każda drużyna zgarnia trzy rundy pod rząd, to jest to niesamowity wyczyn.

W drugiej dogrywce Cloud9 udało się przełamać defensywę FaZe. C9 wygrało rundę w terro, zyskując tym samym przewagę, tuż przed przejściem do strony CT. Amerykanie dalej grali swoje. Długie chomikowanie granatów oraz szybkie odpowiedzi na granaty i taktyki FaZe. Pozwoliło to im ugrać dwie rundy, które oznaczały wygranie trzeciej mapy, a zarazem całego finału stosunkiem 2:1. Cloud9 udowodniło, że na własnym terenie zwycięża się najlepiej. Euforia opanowała cały Boston.

eleague

Skadoodle oraz Tarik z MVP ELEAGUE Major 2018

Po fenomenalnym finale Majora, nadszedł czas na ukoronowanie zawodnika – bądź też jak w tym przypadku, zawodników – odznaczeniem dla najlepszego gracza. Skoodle zagrał fenomenalny turniej, chociaż był to jego pierwszy i na pewno nie ostatni major. Występując w poprzednich zespołach nie udało mu się dojść nawet do ćwierćfinału. Po raz pierwszy przeszedł więc przez tę fazę turnieju i dodatkowo wygrał razem ze swoją drużyną cały event. Lepszego debiutu nie można było sobie wymarzyć. W statystykach Ratingu 2.0 wykręcił wynik 1,15 na trzynaście map, więc jest to imponujące osiągnięcie. Szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, jak silnie był to obsadzony turniej.

Kolega z jego drużyny okazał się być jednak odrobinę lepszy. Mowa tutaj o Tariku. Chłopak, który ma 21 lat, wykręca Rating 2.0 na poziomie 1,22. Jest to cały czas okres trzynastu map, więc moim zdaniem jest to jeszcze bardziej niesamowity wynik. W wywiadzie dla HLTV powiedział, że po prostu grał swoje i to przyszło samo – tylko czekało na odpowiedni moment aby się ujawnić. Tarik wspomniał też, że ma nadzieje, iż zwycięstwo Cloud9 zainspiruję północnoamerykańską scenę Counter-Strike’a, do wygrywania kolejnych turniejów.

eleague

Outsider? Quantum Bellator Fire

To co zapadło nam w pamięć, to na pewno objawienie się czarnego konia turnieju w postaci Quantum Bellator Fire. Niektórzy typowali, że rosyjska drużyna zakończą rozgrywki z wynikiem 0-3 w Fazie Pretendentów. Ci jednak sprawili nam piękną niespodziankę, awansując do następnej części ELEAGUE Major 2018 z wynikiem 3:2. Po kwalifikacjach nadszedł czas na fazę grupowa, gdzie pokonali naszych rodaków z Virtus.pro – 16:3 dla Quantum Bellator Fire.

Był to tylko przedsmak tego co nas czekało dalej. Ekipa czterech Rosjan plus jeden Litwin, zmierzyła się z drużyną Gambit Esports, gdzie faworytem tego spotkania była oczywiście ekipa AdreNa. Okazało się jednak, że był to bardzo wyrównany mecz, a nie jak przypuszczano początkowo, walka Dawida z Goliatem. QBF postawiło się drużynie Kazachów, doprowadzając do dogrywki i wygrywając ją na swoje konto – 19:16 dla QBF. Dzięki temu, Rosjanie mieli już wynik 2:0. Na drodze rozpędzonego byka stanęła jednak ekipa G2, pokazując się z najlepszej strony i gromiąc QBF 4:16. Francuzi tym samym zdobyli wynik 3:0, osiągając status legendy. QBF tak łatwo się nie poddało. Wywalczyło status 3:1, wygrywając na mousesports 16:14 i awansując dzięki temu spotkaniu do fazy playoff. Tam czekała na nich ekipa Natus Vincere, która nie dała się już tak łatwo zdominować i wygrała pewnie dwie mapy.

QBF pożegnało się z turniejem, zgarniając ze sobą status Legend. Uznanie też zdobył gracz o nicku Balbina. Żeby grać w CS:GO, musiał chodzić do kafejki internetowej, ponieważ jego internet nie nadawał się do kwalifikacji. W domu miał bardzo wysoki ping, co go znacznie opóźniało. Należą mu się więc duże brawa, ponieważ osiągnął tak dobre wyniki w kafejce, która mogła być pełna ludzi, co mogło go dekoncentrować. Tak jednak się nie stało, dzięki czemu zdołał zdobyć slota wraz z resztą zawodników QBF, na kwalifikacje do ELEAGUE Major 2018.

Dramat Virtus.pro

Kolejne zdarzenie dotknęło Polaków. Po raz pierwszy od dziesięciu turniejów, Virtus.pro straciło status legendy, nie wychodząc z grupy i osiągając najgorszy możliwy wynik: 0-3. Po nieudanym Majorze w internecie pojawiły się doniesienia, że Golden Five ma opuścić Wiktor “TaZ” Wojtas. Zdaniem niektórych źródeł, miał on być odpowiedzialny za złą atmosferę w drużynie, która od czterech lat nie dokonała żadnej stałej zmiany w składzie. Pogłoski niosły za sobą informację, że Taza ma zastąpić inny polski gracz – MICHU, który kiedyś grywał w VP w roli stand-ina. Pogłoski zostały jednak bardzo szybko zdementowane przez właściciela Kinguin (w tej drużynie gra Michu) i menadżera VP. Co przyniesie czas? Przekonamy się zapewne niedługo.

Problemy wizowe i nie tylko

Był to także najbardziej zakręcony major, jaki kiedykolwiek widziałem. Najpierw Tyloo nie mogło przyjechać, ponieważ zawodnicy nie dostali wiz do Stanów Zjednoczonych. To zmusiło organizatorów, do zaproszenia ekipy Flash Gaming która też za dużo nam nie pokazała, ponieważ skończyła rozgrywki z wynikiem 0-3. Parę dni później drużyna z Legend – 100 Thieves, zapowiedziała, że też nie może przyjechać, w związku z problemami wizowymi. Z racji iż zwolniło się miejsce w Legendach, organizatorzy musieli zorganizować w fazie grupowej dodatkowe mecze, gdyż trzeba było wyłonić dodatkową drużynę, która miała zastąpić Brazylijczyków z 100T. Dzięki temu zabiegowi, z Fazy Pretendentów awansowało aż dziewięć drużyn. Tę szansę wykorzystała drużyna Team Liquid.

Moim zdaniem, tegoroczny pierwszy Major, był naprawdę bardzo zakręcony i nieprzewidywalny. Dzięki temu esport cały czas mnie zaskakuje. W szczególności CS:GO, które w tym wypadku, zaoferowało nam w finale, kawał świetnego widowiska.

 

 

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł, to zapraszamy do przeczytania pozostałych tekstów z naszego magazynu

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij